wtorek, 19 czerwca 2012

Prawdziwi napieracze



To jeszcze nie jest mój właściwy post, do takiego potrzebuję dojrzeć i ... rozciągnąć dobę do 72 godzin ;-). Nazwijmy to przymiarką - pierwszym kroczkiem do prawdziwego felietonu. Bo prawdziwe historie potrzebują czasu, aby ... dojrzeć.


Napieracze


A teraz do rzeczy ... czyli napierania. Kim jesteśmy, to już Łuki ujął w bardzo zgrabnych i barwnych słowach, które ślina przyniosłaby mi na język chyba tylko w jednym miejscu ... na Górze Gór, ale których nie umiałbym później powtórzyć ani spisać. Widać prawdziwą linię pióra maestra.
Ale co mówią na ten temat inne mądre głowy? A więc spójrzmy.
Niejacy geografowie Wojciech Lewandowski i Marek Więckowski w swoim "Alfabecie wysokogórskim" tak podchodzą do definicji napieraczy, przechodząc od łojanta poprzez napadacza i dalej do napieracza:
Nowszym określenie łojanta jest też napadacz (od czeskiego: ja mam napad - mam pomysł). Napadacz jednak oznacza bardziej człowieka ogólnie aktywnego, gdyż można "napadać" nie tylko ściany i szczyty, ale także dziewczyny i szklane opakowania z cenionym przez wielu łojantów destylatami. Odmianą napadacza - może być osobnik, nieco bardziej zrównoważony i mniej spontaniczny - napieracz, preferujący taktyki typu wytrwało-oblężniczego.
I jak to między Słowianami bywa, kolejny raz my śmiejemy się z czeskich słówek, a oni z naszych, polskich. Oprócz tego już teraz wiemy kim są prawdziwi napieracze...


Nowa kategoria

 

Niniejszym zapoczątkowałem nową kategorię felietonów, takich które rozkminiają terminy albo łapią za słówka.
Kiedy spotkałem się ze wspinaniem zafascynowało mnie wiele nazw - takich jak friend (hmm... kolejni przyjaciele po kursie?), faker (do czego ten palec jeszcze służy?), pistolet (chyba nie będziemy do siebie strzelać?), telegraf (czy będziemy wspinać się po jakichś drutach?), kibel i wiele innych. Mamy przecież haki, młotki, dziaby, bloki i auta :-) - zwykły śmiertelnik nie ma za Chiny pojęcia co to dla nas wspinaczy znaczy. I tak pomyślałem sobie, że to jest dobry materiał na artykuł zaznamiający ze wspinaniem, bo nic innego nie przyciąga tak jak tajemnica (nie wiem jak was ale mnie zawsze takie zagadki fascynują) i nagromadzenie tylu neologizmów. Bo co to ma wszystko wspólnego ze wspinaniem, brzmi to bardziej jak wyrwane słowa z jakiegoś filmu ... sensacyjnego. Kiedy się już w tym siedzi, wydaje się to tak normalne jak szklanka, balast czy remizki dla wprawionego żeglarza. ... ale to już temat na inny felieton.


Ufagi redaktorskie


Kiedy moje palce kreśliły na klawiaturze kolejne słowa tego felietonu były takie momenty kiedy impuls elektryczny podyktowany przez mózg mówił im "zatrzymajcie się" i, wtedy przychodziła refleksja nad językiem, stylistyką i poprawnością zapisu. I wtedy, właśnie wtedy przed oczyma stawała moja polonistka kiwająca palcem i mówiąca: "Pamiętajcie, nie zaczyna się zdania od "a więc", "zatem" itd.". Internet jest jednak wolny od narzuconych kanonów i przez to pozwala na swobodne wyrażanie myśli i można powiedzieć, że działa na zasadzie onomatopei. A więc, niniejszym chylę czoła przed wszystkimi moimi polonistkami.

Gdybym nie był autorem, korektorem i redaktorem w jednej osobie być może ten felieton zyskałby jeszcze bardziej na swojej epickości, jak to miało miejsce w przypadku korekty redakcyjnej Józefa Nyki, o której wspomina Anna Czerwińska w swojej książce "GórFanka". A było to tak, posłuchajcie:
Józef Nyka (...) znany był z tego, że nie tolerował zbyt dosadnich tekstów. Kiedyś otrzymał artykuł o zimowym wspinaniu na Kazalnicy, autorstwa Gienka Chrobaka, który zaczynał się potoczyście: "Od rana piździe jak cholera". Oczywiście Józeczek to zmienił i w "Taterniku" tekst ten przybrał dojrzałą literacko formę, zaczynając się od słów: "Nad Podhalem świtało". Od tej pory, przez parę lat niektórzy "łojanci lat 70", (...) chcąc określić podobną aurę, mówili z przekorą: "Świta jak cholera".
ps. ależ się rozpisałem :-) Obiecuję, że następnym razem będzie dużo więcej dynamiki i akcji i mniej przynudzania - wszak postaram się napisać coś o górskich przygodach, Prawdziwych przygodach napieraczy ...

4 komentarze:

  1. ej, ale ja nadal nie wiem co te magiczne słówka oznaczają - proszę o wyjaśnienie :P

    OdpowiedzUsuń
  2. no powiem Ci Boski, że dałeś radę!Masz swój styl chłopaku :)No to kolejna rundka, Grzegrzu szykuj się!

    OdpowiedzUsuń
  3. my to chyba jeszcze nie wyszliśmy z fazy napadaczy ;)))

    OdpowiedzUsuń
  4. Łooooo ho ho ho! Zmierzwiony rozdziewiczył się postowo! Aż chyba pomaluję kartkę w kalendarzu czerwonym flamastrem ;P

    OdpowiedzUsuń