Wiele osób zadaje mi pytanie po co mi te góry po co sie tam pcham. Na takie pytania zazwyczaj reagowałem swego rodzaju złością i spojrzeniem z pogarda na autora pytania. Jak można nie rozumieć po co chodzę w góry, przecież to oczywiste...
Zastanawiałem sie nad tym pytaniem od jakiegoś czasu i odpowiedź jednak taka oczywista nie była. Czy przypadkiem moja reakcja po usłyszenia tego pytania nie jest po prostu związana z tym, że nie znam odpowiedzi. Sęk w tym, że odpowiedzieć na pewne pytania w sposób zbyt prosty to albo zabrzmią zbyt trywialnie albo zbyt wzniośle i pompatycznie. Na pytanie po co chodzę w góry najlepiej odpowiem opowiadając co czuję będąc w górach. Po tym co napiszę poniżej wielu utwierdzi sie w przekonaniu, że chodzenie po górach jest dla masochistów i samobójców. Jednak liczę też na małą grupę ludzi, którzy czytając ten wpis uświadomią sobie, że ich odczucia są zbieżne z moimi.
Tyle wiemy o sobie ile nas sprawdzono.
Wiszę 30 metrów nad ziemią wpięty do asekuracji z ucha skalnego przy pomocy tasiemki szerokości gumki od majtek, teraz wydaje mi się, że jestem już bezpieczny. Pięć minut wcześniej trawersowałem po cienkiej półce skalnej, ostatni bezpieczny punkt asekuracyjny został jakieś dwa metry po mojej prawej stronie, jeżeli teraz odpadnę, jeżeli moje dłonie nie wytrzymają tego wysiłku, przelecę w sumie cztery metry w dół i zrobię wahadło jak w zegarze. Zakończę zabawę rozbijając się o skałę jak szmaciana lalka. Ze strachu i adrenaliny przedramiona i barki zaczynają sie naprężać, dłonie jeszcze mocniej zaciskają się na chwycie, łydki dociskają stopy do skały aby zwiększyć tarcie. W głowie mam mętlik myśli, żeby tylko nie spaść, powtarzam w myślach jak mantrę. Muszę wykonać jedną prostą operację sprzętową mam przełożyć tasiemkę przez ucho skalne spiąć karabinkiem i wpiąć swoja linę. To ucho jest wielkie i solidne wydaje sie to banalnie proste ale w momencie zagrożenia w sytuacji zupełnie dla mnie nowej pewność siebie i zaufanie do własnych sił gdzieś znikają. Pojawiają sie wątpliwości czy utrzymam się? Czy to ucho na pewno jest takie solidne? Co jak tu kurwa robie? To jest ten moment, oddech sie uspokaja, powraca pewność siebie, wiara we własną siłę drzemiącą w ramionach. Spocone dłonie osuszam w woreczku z magnezja, chwila ulgi dla dłoni i zaciśniętych mięśni. Po kilku chwilach wpinam karabinek, dopinam linę, zakładam stanowisko, wybieram linę i krzyczę do Szydery "możesz iść". Spokojnie obserwuję jak mój partner pokonuje te same trudności co ja kilka minut wcześniej. Ja mam to już za sobą mogę spojrzeć na piękny krajobraz doliny, która mnie otacza. Wraz ze strzałem adrenaliny uleciało ze mnie wszystko co negatywne i mącące obraz otaczającego Świata. Strach wyostrza zmysły tych chwil nigdy się nie zapomina.
Medytacja
To wielka frajda iść pod górę przez pięć czy sześć godzin, czuć jak mięśnie nóg najpierw powoli sie rozgrzewają a po kolejnych godzinach zalewają kwasem mlekowym. Czuć jak dwudziesto kilogramowy plecak powoli zaczyna przybierać na wadze a zajebiście nowoczesny system nośny nazwany przez producenta "air cos tam..." zaczyna wrzynać sie w ramiona jak zrobiony z rzemyków. Zaczynasz w myślach przeklinać swoja głupotę bo po co było brać ten dodatkowy polar. Wspaniale widoki, o których myślałem jadąc na tą wyprawę juz nie maja takiego wielkiego znaczenia bo wzrok jest utkwiony w kamienne schody, które z każdym krokiem są coraz bardziej strome. Jeżeli jest lato to słońce grzeje bez litości a woda w butelce kończy się zawsze za szybko, jeżeli zawitałem w góry zimą to mróz i wiatr nie pozwolą zapomnieć jak miło by było teraz móc wślizgnąć się do ciepłego śpiwora. I to jest ten moment dostaje to po co szedłem tyle czasu, całkowita pustkę w głowie i spokój w duszy. Mięśnie są na skraju wyczerpania, umysł pracuje w stanie oszczędzania energii, poza myślą o kolejnym ruchu nie pojawia sie przed oczami nic więcej, nerwy nie odbierają żadnych bodźców zewnętrznych bo muszą kontrolować to co dzieje sie z ciałem. Stan całkowitego oderwanie od materialnego otaczającego mnie Świata...medytacja.
Proste odpowiedzi nie zawsze są najlepsze tak jak łatwe drogi nie dają największej satysfakcji. Te wszystkie przeżycia i wrażenia nie były by nic warte gdyby nie ludzie, z którymi je dzielę ale to już temat na następny wpis:)
Fiu fiu Łuki, fajnie ogarnąłeś temat :) Zobaczymy co Szyderca wysmaży!
OdpowiedzUsuńfajny test :) kurcze, Wy wszyscy macie talent pisarski :D
OdpowiedzUsuńDziekuje za mile slowo:) faktycznie musze przyznac, ze co jeden wpis to lepszy!
OdpowiedzUsuń