Podsuma 2012, czyli radosne przypadki z życia napieraczy
Styczeń 2012
Drodzy napieracze i napieraczki! To był niewątpliwie radosny i intensywny rok, a jeśli zabraknie podsumowania, pewne zdarzenia i historie mogą zostać bezpowrotnie zapomniane. Ogłaszam również akcję wybrania hitu 2012 roku w kategorii dowolnej ;) byle z naszych wypraw. Obawiam się, że Zmierzwiony vel Boski wykosi wszystkich, ale niemniej spróbujmy. Głosujcie w komentarzach do postu.
A zatem sezon rozpoczęliśmy wcześnie, bo 6 stycznia, wkraczając dumnie , bo bez raków na szlak prowadzący do Murowańca. Jak się można domyślać daleko nie uszliśmy... Pierwszy w poślizg wpadł chyba Boski, a później był już efekt domina. I już przestało być tak dumnie, jak próbowaliśmy doczołgać się do kępki czegoś, czegokolwiek ;) Pierwszy guz tej wyprawy był na moim czole, ale jak wiemy, miało się zadziać o wiele więcej! Zastała nas gwałtowna śnieżyca i bardzo silny wiatr, ale mimo to Boski z Cotelnicem ruszyli ostro do przodu, za nimi mocno swoim tempem ja z Ryszardem. Tak wiało, że czekaliśmy, aż się uspokoi, żeby przejść bardziej eksponowane momenty, a kilka razy wiatr docisnął nas skutecznie do gleby. Po południu w pięknej śnieżnej aurze poszliśmy na spacer w okolicach schroniska.Cudnie się szło w tym puchu.
Do Murowańca wieczorową porą dotarł Grzegrzu z Anią, która tej nocy miała zaznać uroków spania w schroniskowej komunie ;)
Następnego dnia opady śniegu nie ustawały, ale ambicja i głód przygody poniósł Zmierzwionego i Kotelnica aż na Zawrat, szkoda tylko, że dopiero o 8.00. "Poniósł" to może zbyt lekko powiedziane, zważywszy na fakt, że przez większość czasu musieli mocno torować drogę, po pachy w śniegu. Dodajmy na marginesie, że w ekwipunku Zmierzwionego były same niezbędne rzeczy, w tym m.in. gigantyczny aparat fotograficzny i słoik mięsiwa z Biedronki ;) Grzegrzu z Anią oddali się atrakcjom Zakopca. A my z Ryszardem niespiesznie (bo przecież z Rysiem spiesznie się nie da) ruszyliśmy do kolejnej bazy w Roztoce na spotkanie kolejnej ekipy przyjaciół żądnych gór i śniegu, przystając co rusz, żeby uwiecznić te urocze momenty.
Szliśmy na luzie, głównie przez pięknie zaśnieżony las, minęło nas raptem kilka osób, w tym jeden gość żwawo pomykający na podejściu, z którym mieliśmy mieć wieczorem coś więcej wspólnego (Rysiu wie o czym jest mowa ;). Po drodze, znanym co poniektórym, Jureczek zapraszał smsowo na partyjkę Chińczyka w Murowańcu, ale to już niestety było awykonalne, bo zbliżaliśmy się do Doliny Roztoki.
Jedyne co nie szło zgodnie z planem to komunikacja z chłopcami atakującymi Zawrat. Obiecali, że dadzą znać, jak im idzie, ale nie mogliśmy złapać z nimi kontaktu. Ewcia i Przemo wyszli nam na spotkanie i razem ruszyliśmy do schroniska. A że zimno dotknęło nas do szpiku kości, to trzeba się było szybko rozgrzać w naszym przytulnym gniazdku w Roztoce :) Jak ja lubię ten moment zdejmowania z siebie tych przemoczonych butów, ochraniaczy itp. Zasiedliśmy zatem do biesiady. Dołączył do nas Mateusz, znajomy Ewci z kursu przewodnickiego, który to właśnie mijał nas na szlaku.
Było naprawdę wesoło, czego potwierdzeniem jest uśmiech Ryśka. Niewtajemniczonym wyjaśniam, że Rysiu ma zawsze pokerową minę na zdjęciach, pełna powaga, ani cienia uśmiechu, bo po co ;)
Aż w pewnym momencie, chyba koło 19.00 przypomniałam sobie, że może warto sprawdzić, co się dzieje ze szturmowcami. Niestety Zmierzwiony nie odbierał telefonów, więc się mocno zaniepokoiliśmy. Ewcia zaordynowała sprawdzenie czy są w schroniskach w 5-tce lub Murowańcu. Jureczek sprawdził w Murowańcu, rozsławiając wśród górołazów nazwisko Janusza i Cotelnica, niestety z marnym skutkiem. W 5-tce też bez rezultatów. Czyli ani nie zrobili odwrotu do Murowańca ani nie dotarli do celu...Hmm...
Nadszedł czas na TOPR, co wzięłam na siebie plącząc się w stresie w zeznaniach. Dyżurny odebrał zgłoszenie ze stoickim spokojem. Następnie podjęłam jeszcze ostatnią próbę skontaktowania się ze Zmierzwionym i... udało się! ODEBRAŁ WRESZCZIE! I padły te historyczne słowa "...teraz kurwa nie mam czasu...". Nie powiem, zmroziło mnie! Ekipa ucichła, a ja mówię, że chyba Cotelnic gdzieś zleciał, bo Patryk gada od rzeczy. To samo powtórzyłam za moment dyżurnemu TOPR, co skwitował dość zaskakującym pytaniem "A co Pani kolega miał z geografii?". Hę? A skąd ja mam u diabła wiedzieć!
Okazało się, że zamotali się blisko schroniska, ale zmęczeni i w ciemnościach stracili orientację. Patrykowi padała bateria, stąd to grubiańskie zachowanie wobec kobiety, bo też próbował dodzwonić do TOPR. Ciekawe, że dyżurny potraktował go z równie stoickim spokojem, wypytując o ocenę z geografii ;))) Boski nie zdzierżył tej ignorancji i cisnął telefonem w Cotelnica, żeby ten dokończył tą żenującą konwersację. Właśnie, Zmierzwion, nigdy nam w końcu nie powiedziałeś co miałeś z gegry!!! Ale zrehabilitowałeś się w skałach we Włoszech, więc Ci darujemy (i tutaj Grzegrzu mi przytakuje, tak ,tak ;). Ratownik ze schroniska przyjechał ze schroniska na nartach i zgarnął napieraczy szczęśliwie do bazy.
I tutaj mała dygresja. Mamy z Kamą pewną teorię na temat pytania o ocenę z geografii. Gdyby Zmierzwionemu nie padała bateria, to dyżurny ratownik zapytałby jeszcze o ocenę z matmy, polskiego, biologii itp. żeby ocenić czy w ogóle warto się fatygować. No cóż, prawo dżungli, tylko najsilniejsi przetrwają ;)
I tutaj mała dygresja. Mamy z Kamą pewną teorię na temat pytania o ocenę z geografii. Gdyby Zmierzwionemu nie padała bateria, to dyżurny ratownik zapytałby jeszcze o ocenę z matmy, polskiego, biologii itp. żeby ocenić czy w ogóle warto się fatygować. No cóż, prawo dżungli, tylko najsilniejsi przetrwają ;)
Później się okazało, że Patryk odzywał się do Łukiego, który nie przekazał nam informacji. Skomentowałam to dosadnie w sms-ie do Łukiego, który na szczęście nie doszedł. No w nerwach tak... Jeszcze daleko mi do opanowania dyżurnego ratownika ;)
Nie można powiedzieć, chłopcy zasłużyli na miano napieraczy, choć co do bezpieczeństwa wyprawy przy tych warunkach, to można by długo dyskutować. Sprawa załatwiona, więc radośnie wróciliśmy do imprezowania. Mateusz, masz zdrowie chłopie! Nakręciliśmy kilka radosnych filmów, padło kilka szokujących wyznań i tak zakończył się ten długi dzień. Właśnie przypomniało mi się, że przecież była z nami jeszcze Emi i Marcin, ale nie wytrzymali chyba tych głupot, które powiadaliśmy i szybko zwinęli się spać. Nie ma ich też na fotkach, widzicie tak to się kończy, jak kogoś nie ma w dokumentacji foto, namawiam zatem do parcia na szkło.







Opowiedzcie coś więcej na temat kto, co i komu wyznawał? :) No i Zmierzwiony, co miałem z gegry?
OdpowiedzUsuń